środa, 7 lutego 2007

Dlaczego walka trwa?

Obserwując sytuację w Polsce, można odnieść wrażenie klinczu, w jakim znalazł się feminizm. Z jednej strony powszechnie się uważa, że wyczerpał on swoje siły, jednocześnie jednak wyczuwalna jest silna jego potrzeba. Feminizm jakoby zrobił już co miał do zrobienia, lecz także po prostu stał się niemodny – to pogląd spotykany na porządku dziennym nie tylko wśród zblazowanych wielkomiejskich intelektualistów, ale i także wśród osób zajmujących się kulturą, działalnością społeczną, wreszcie – wśród samych feministek.

Wyraźnie odczuwalne jest zniechęcenie, znudzenie, brak entuzjazmu.

Uznaje się, że feminizm przeminął, bo:

  1. w Polsce trwa konserwatywna „rewolucja”, regresja w sensie tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, wolności, ponowna centralizacja, dążenie do maksymalnej kontroli życia, regresja obyczajowa, bynajmniej nie patriotyzm jutra, tylko odwoływanie się do przeszłości

  2. taka jest specyfika życia intelektualnego i kulturalnego w Polsce, życie to faluje według bardzo płytkich mód intelektualnych, wziętych głównie z kultury masowej, tak więc w pewnym momencie wpłynął do nas feminizm, który teraz ustępuje miejsca innym trendom (np. moda na mniejszości seksualne).

Naszym zdaniem, nie ma w Polsce warunków na to, by feminizm „się skończył”. To, że feminizm uznaje się za trend, który zostaje bardzo powierzchownie wykorzystany, a potem porzuca – bo się znudził – świadczy o całkowitym niezrozumieniu jego istoty. Feminizm jest splotem wielu wątków, metod, sposobów działania. Feminizm jest jednak przede wszystkim nurtem mającym za cel walkę o równość praw dla kobiet i ich utrzymanie. W jaki sposób ruch społeczny może przestać być modny, skoro jego cele nie zostały spełnione i walka trwa?

Komu jest potrzebne ogłaszanie końca feminizmu? Co ciekawe, nuty zwątpienia w feminizm pobrzmiewają także i w wypowiedziach samych jego przedstawicielek, przez co wspomagają one polityków.

W Polsce nie dokonała się żadna rewolucja obyczajowa, dzisiaj kobietom – jeśli dzieje się lepiej – to nie dzięki zwiększającej się świadomości społeczeństwa czy rozwiązań prawnych, lecz dzięki po prostu logice rozwoju cywilizacyjnego. W ostatnich latach sprawy przybrał jednak gorszy obrót. Ideologiczna ofensywie polityków towarzyszy likwidowanie pewnych osiągnięć czy też zaniechania, długo by można wyliczać: lekceważenie problemu pomocy matkom, lekceważenie problemu samotnych matek, przemocy w rodzinie, złe praktyki policyjne i prawne w sprawie ofiar gwałtów, zaostrzenie polityki reprodukcyjnej państwa, nieelastyczna wcześniejsza emerytura, zapowiedzi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej itd. Wszystko to ma uświadamiać kobietom ich odwieczne, przypisane przez Boga, naturę i tradycję role. To z kolei ma wspomóc rynek pracy, kobiety zostające w domu robią miejsce dla innych bezrobotnych, ma także zapewnić w domach tanią siłę roboczą, a także ma pomóc rozwiązać problem demograficzny w Polsce, zwalając poczucie winy i odpowiedzialności za niego na barki kobiet... Przykłady można mnożyć. Znane na pamięć? Nudne aż do bólu? A kto powiedział, że musi być ciekawe? Trudno – walka trwa, a bronią w niej może być poczucie nudy.

W Polsce nie zostały zrealizowane postulaty feminizmu drugiej fali, a bez nich, bez utrwalenia po prostu praw społeczeństwa otwartego zaawansowanej demokracji, nie da się przejść do etapu następnego, który stał się już zresztą modny w Polsce: walki o prawa mniejszości. Bez wywalczenia praw, bez przynajmniej zdobycia doświadczenia w obronie praw do wolności wyboru w końcu największej dyskryminowanej grupy – kobiet – postulaty walki o prawa mniejszości stają się jakimś widmowym tworem, nie mającym poparcia społecznego.

Tak więc próby uznania feminizmu za passé uznać należy za przesadzone. Innym popularnym w Polsce poglądem jest stwierdzenie, że specyfiką naszą, uwzględniającą konserwatyzm społeczeństwa, jest poszukiwanie trzeciej drogi w feminizmie. Byłoby to poszukiwanie jakiejś kobiecej specyfiki i dowartościowywanie kobiecych czynności, eliminujące skrzętnie wszelkie odniesienia do walki, bo ta przecież nie przystoi kobietom. Chodziłoby w tej trzeciej drodze o podniesienie samoświadomości kobiet i świadomości własnej wartości, ale w bezpiecznych ramach istniejących stosunków. Chodzi więc tutaj o rozmydlenie feminizmu, o uczynienie go nieszkodliwym i miłym, rodzajem kobiecego hobby, polegającego na zakładaniu kobiecych klubów, na nauce tańca brzucha, malowaniu wazoników itp. O wciśnięcie kobiet w sytuacje prywatne, nieważne, role wygodne dla władzy.

Mając to wszystko na uwadze, pragniemy zorganizować Święto Kobiet przeciwstawiające się usankcjonowanej przemocy wobec kobiet. Pragniemy pokazać działania artystyczne, które będą odbiciem rzeczywistości społecznej i tej rzeczywistości krytyką. Szczególny nacisk kładziemy na sytuację Polek. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nie ma jednej Polki, że obok tych, które umierają z powodu nielegalnej aborcji, są świetnie wyedukowane, bogate kobiety itd.

To, że nacisk kładziemy na feminizm walczący, na feminizm z jego ostrą polityczną diagnozą rzeczywistości, nie znaczy, że lekceważymy sytuację mniejszości obyczajowych, seksualnych, a nawet etnicznych. „Święto Kobiet 2007” poświęcamy w pewnej mierze także mniejszościom, także w tym mężczyznom, którzy ciemiężąc kobiety nie zdają sobie z tego sprawy, że na dłuższą metę w dzisiejszym świecie zupełnie im się to nie opłaca.

Pragniemy położyć nacisk na politykę, a w niej – na miejsca, gdzie polityczne uwiera najbardziej, gdzie wywiera największy wpływ, z powodu którego położenie kobiet jest najbardziej dotkliwe. Pragniemy spytać artystów właśnie o takie miejsca.



Brak komentarzy: