niedziela, 25 lutego 2007

Ciekawe cytaty profeministyczne

Magda Mazik, która w tym roku dzielnie pomaga nam przy organizowaniu "Święta Kobiet" przygotowała na naszego bloga smaczną porcję cytatów z mediów dotyczących kobiet i feminizmu. Wyłania się z tego niezwykły obraz! Poprosiłyśmy ją o znalezienie głosów profeministycznych i antyfeministycznych.

Z tymi pierwszymi - profeministycznymi - było najwięcej problemów. W tym poście publikujemy garstkę odnalezionych.

Artur Żmijewski w Machinie:
Jak każdy rozsądny człowiek jestem feministą. Nie budzi mojego zachwytu, że trzeba demonstrować, wychodzić na ulice i podpisywać listy protestacyjne.
Ale skoro żyjemy w kraju, który robi się coraz bardziej duszny, w którym władza ruguje z przestrzeni publicznej kulturowa różnorodność, protest jest obowiązkiem. Nie odpowiada mi Polska sformatowana do wymiarów katechizmu.


Małgorzata Walicka-Hueckel :

A więc uważa Pani, że feminizm mimo wszystko ma jeszcze przed sobą przyszłość?

Toril Moi: O tak, absolutnie, znakomitą przyszłość. Jakżeż to, po zaledwie dwudziestu latach feminizmu wszystko miałoby być już dokonane? Musimy iść naprzód!

Teksty Drugie nr 4/5/6 - 1993, "Śmiech feministek" http://www.niniwa2.cba.pl/feminizm.htm


Hanna Gronkiewicz-Waltz:
Feminizm jest mi bliski, jeśli przez niego rozumie się walkę o równouprawnienie w pracy, rodzinie czy nawet w Kościele

http://www.krytykapolityczna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1360&Itemid=63

Daniel Passent:
Jak się nie wstydzić za posłów i posłanki rządzącej koalicji, którzy się nie dystansują od samczych wypowiedzi?

http://passent.blog.polityka.pl/

Kilka uwag Joanny

Myślę, że nadszedł czas żeby wyrazić podziękowanie dla wszystkich artystów, którzy zgodzili się przyjąć zaproszenie do "Święta Kobiet". Piszę to dlatego, że właśnie uświadomiłam sobie, że potencjał tegorocznej edycji w dużej mierze tkwi w samym fakcie skrzyknięcia się i zrobienia czegoś razem, bez pieniędzy, trochę punkowo, spontanicznie... Wystawa zapowiada się dość chaotycznie, wielowątkowo, od polityki przechodzimy w esencjonalistyczne rozważania o kobiecości i odwrotnie... Prace, które nam artyści zaproponowali posiadają często słaby potencjał krytyczny i raczej rewolucji z tego nie będzie, ale dokładamy kolejny głos niezadowolenia! Cieszymy się na spotkanie z wszystkimi, cieszymy się że uda nam się podtrzymać tradycję organizowania wystaw na 8 marca pomimo wszelkich przeszkód i głosów, że feminizm już jest niemodny.

Piszę o tym wszystkim też dlatego, żeby uciąć wszelkie podejrzenia, cyniczne i niesprawiedliwe uwagi, które na przykład wczoraj padły z ust Sebastiana Cichockiego w czasie spotkania w Bunkrze Sztuki, przy okazji dyskusji wokół książki Artura Żmijewskiego "Drżące ciała".
"Święto Kobiet" ma się dobrze, odbędzie się całkiem spora wystawa około 20 artystów, a jak Sebastian nie czytał naszego tekstu o tym dlaczego walka trwa - zapraszamy na bloga i na naszą stronę.

Jak to się dzieje, że nasz głos exgirls - ciągle jeszcze za słaby!

czwartek, 8 lutego 2007

wiesci z frontu

Ciekawe doświadczenie: nie udało nam się dostać w tym roku zadnych pieniędzy na Święto Kobiet. Jeszcze ciekawsze, ze nas to nie załamuje. :) To dla nas powrót do źródeł, próba spojrzenia na to, czy można robić sztukę dla idei, aktywistycznie.

Mamy wiele propozycji ze strony artystek / artystów. Kłopot z wyborem, bo nikt nie chce się dostosować do naszej idei :)

Inny problem: gdzie zorganizować wystawę? W pracowni Karoliny Kowalskiej? Czy gdzieś bliże centrum? W lepszych warunkach?

Joanna rozesłała pytania do ankiety, pytania są różne, ale dotyczą zasadności działania politycznego poprzez sztukę, sytuacji kobiet w Polsce, ograniczeń feminizmu. Na razie odpowiedzi tylko dwie, poza tym wpłynęła też propozycja zorganizowania dyskusji o... końcu feminizmu. Hmm... A może Partia Gretkowskiej jest sygnałem końca feminizmu? Czytałam ciekawą dyskusję o przyczynach popularności tej inicjatywy znanej pisarki i jednocześnie szczególnie boleśnie widocznej jednak elitarności ruchu feministycznego w Polsce. Było to na portalu Feminoteki. Wcześniej, w "Wysokich Obcasach" opublikowano bardzo ciekawy materiał o nieortodoksyjnej religijności Polek. Czy feminizm dlatego nie pociąga większości kobiet, bo ma klapki na oczach? Nie potrafi dostosować się do mentalności Polek? Zobaczymy, co pojawi się w ankietach. Opublikujemy je na blogu.

Ale dyskusji o końcu feminizmu na pewno nie zorganizujemy. Feminizm się nie skończył, w Polsce tak naprawdę jeszcze na dobre się nie zaczął!

środa, 7 lutego 2007

Dlaczego walka trwa?

Obserwując sytuację w Polsce, można odnieść wrażenie klinczu, w jakim znalazł się feminizm. Z jednej strony powszechnie się uważa, że wyczerpał on swoje siły, jednocześnie jednak wyczuwalna jest silna jego potrzeba. Feminizm jakoby zrobił już co miał do zrobienia, lecz także po prostu stał się niemodny – to pogląd spotykany na porządku dziennym nie tylko wśród zblazowanych wielkomiejskich intelektualistów, ale i także wśród osób zajmujących się kulturą, działalnością społeczną, wreszcie – wśród samych feministek.

Wyraźnie odczuwalne jest zniechęcenie, znudzenie, brak entuzjazmu.

Uznaje się, że feminizm przeminął, bo:

  1. w Polsce trwa konserwatywna „rewolucja”, regresja w sensie tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, wolności, ponowna centralizacja, dążenie do maksymalnej kontroli życia, regresja obyczajowa, bynajmniej nie patriotyzm jutra, tylko odwoływanie się do przeszłości

  2. taka jest specyfika życia intelektualnego i kulturalnego w Polsce, życie to faluje według bardzo płytkich mód intelektualnych, wziętych głównie z kultury masowej, tak więc w pewnym momencie wpłynął do nas feminizm, który teraz ustępuje miejsca innym trendom (np. moda na mniejszości seksualne).

Naszym zdaniem, nie ma w Polsce warunków na to, by feminizm „się skończył”. To, że feminizm uznaje się za trend, który zostaje bardzo powierzchownie wykorzystany, a potem porzuca – bo się znudził – świadczy o całkowitym niezrozumieniu jego istoty. Feminizm jest splotem wielu wątków, metod, sposobów działania. Feminizm jest jednak przede wszystkim nurtem mającym za cel walkę o równość praw dla kobiet i ich utrzymanie. W jaki sposób ruch społeczny może przestać być modny, skoro jego cele nie zostały spełnione i walka trwa?

Komu jest potrzebne ogłaszanie końca feminizmu? Co ciekawe, nuty zwątpienia w feminizm pobrzmiewają także i w wypowiedziach samych jego przedstawicielek, przez co wspomagają one polityków.

W Polsce nie dokonała się żadna rewolucja obyczajowa, dzisiaj kobietom – jeśli dzieje się lepiej – to nie dzięki zwiększającej się świadomości społeczeństwa czy rozwiązań prawnych, lecz dzięki po prostu logice rozwoju cywilizacyjnego. W ostatnich latach sprawy przybrał jednak gorszy obrót. Ideologiczna ofensywie polityków towarzyszy likwidowanie pewnych osiągnięć czy też zaniechania, długo by można wyliczać: lekceważenie problemu pomocy matkom, lekceważenie problemu samotnych matek, przemocy w rodzinie, złe praktyki policyjne i prawne w sprawie ofiar gwałtów, zaostrzenie polityki reprodukcyjnej państwa, nieelastyczna wcześniejsza emerytura, zapowiedzi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej itd. Wszystko to ma uświadamiać kobietom ich odwieczne, przypisane przez Boga, naturę i tradycję role. To z kolei ma wspomóc rynek pracy, kobiety zostające w domu robią miejsce dla innych bezrobotnych, ma także zapewnić w domach tanią siłę roboczą, a także ma pomóc rozwiązać problem demograficzny w Polsce, zwalając poczucie winy i odpowiedzialności za niego na barki kobiet... Przykłady można mnożyć. Znane na pamięć? Nudne aż do bólu? A kto powiedział, że musi być ciekawe? Trudno – walka trwa, a bronią w niej może być poczucie nudy.

W Polsce nie zostały zrealizowane postulaty feminizmu drugiej fali, a bez nich, bez utrwalenia po prostu praw społeczeństwa otwartego zaawansowanej demokracji, nie da się przejść do etapu następnego, który stał się już zresztą modny w Polsce: walki o prawa mniejszości. Bez wywalczenia praw, bez przynajmniej zdobycia doświadczenia w obronie praw do wolności wyboru w końcu największej dyskryminowanej grupy – kobiet – postulaty walki o prawa mniejszości stają się jakimś widmowym tworem, nie mającym poparcia społecznego.

Tak więc próby uznania feminizmu za passé uznać należy za przesadzone. Innym popularnym w Polsce poglądem jest stwierdzenie, że specyfiką naszą, uwzględniającą konserwatyzm społeczeństwa, jest poszukiwanie trzeciej drogi w feminizmie. Byłoby to poszukiwanie jakiejś kobiecej specyfiki i dowartościowywanie kobiecych czynności, eliminujące skrzętnie wszelkie odniesienia do walki, bo ta przecież nie przystoi kobietom. Chodziłoby w tej trzeciej drodze o podniesienie samoświadomości kobiet i świadomości własnej wartości, ale w bezpiecznych ramach istniejących stosunków. Chodzi więc tutaj o rozmydlenie feminizmu, o uczynienie go nieszkodliwym i miłym, rodzajem kobiecego hobby, polegającego na zakładaniu kobiecych klubów, na nauce tańca brzucha, malowaniu wazoników itp. O wciśnięcie kobiet w sytuacje prywatne, nieważne, role wygodne dla władzy.

Mając to wszystko na uwadze, pragniemy zorganizować Święto Kobiet przeciwstawiające się usankcjonowanej przemocy wobec kobiet. Pragniemy pokazać działania artystyczne, które będą odbiciem rzeczywistości społecznej i tej rzeczywistości krytyką. Szczególny nacisk kładziemy na sytuację Polek. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nie ma jednej Polki, że obok tych, które umierają z powodu nielegalnej aborcji, są świetnie wyedukowane, bogate kobiety itd.

To, że nacisk kładziemy na feminizm walczący, na feminizm z jego ostrą polityczną diagnozą rzeczywistości, nie znaczy, że lekceważymy sytuację mniejszości obyczajowych, seksualnych, a nawet etnicznych. „Święto Kobiet 2007” poświęcamy w pewnej mierze także mniejszościom, także w tym mężczyznom, którzy ciemiężąc kobiety nie zdają sobie z tego sprawy, że na dłuższą metę w dzisiejszym świecie zupełnie im się to nie opłaca.

Pragniemy położyć nacisk na politykę, a w niej – na miejsca, gdzie polityczne uwiera najbardziej, gdzie wywiera największy wpływ, z powodu którego położenie kobiet jest najbardziej dotkliwe. Pragniemy spytać artystów właśnie o takie miejsca.